Stan czytelnictwa w Polsce: o czytelnikach, autorach, tłumaczach, rynku wydawniczym, polityce cenowej i dystrybutorach.

Książka, kino, teatr, muzyka, telewizja...
Regulamin forum
Info: tematy możliwe do przeglądania przez gości forum, dostępne indeksowanie dla bootów typu Google.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
uzytkownik_konta
Posty: 6906
Rejestracja: 18-07-2018 15:54:11

Re: Stan czytelnictwa w Polsce: o czytelnikach, autorach, tłumaczach, rynku wydawniczym, polityce cenowej i dystrybutora

Post: # 231618Post uzytkownik_konta »

Dehnel ma rację. Cała ta koncepcja, wedle której obecne wydawnictwa są de facto narzędziami redystrybucji albo organizacjami charytatywnymi, jest w oczywisty sposób dziurawa. I dość bezczelna, bo nietrudno dostrzec, że przyczyną takiej linii argumentacji jest obawa o zyski wydawnictw.
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 20039
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

Re: Stan czytelnictwa w Polsce: o czytelnikach, autorach, tłumaczach, rynku wydawniczym, polityce cenowej i dystrybutora

Post: # 231714Post Hebius »

I kolejny odcinek hecnej polemiki:
Rynek książki pisze: Sobota, 8 sierpnia 2026'
Karty na stół, Panie Jacku. Kto naprawdę zapłaci za nowych autorów?
Odpowiedź Zbigniewa Czerwińskiego

Szanowny Panie Jacku,

nie jestem tak wprawnym i błyskotliwym polemistą jak Pan – moje pióro służy na co dzień raczej chłodnej analizie przepisów i cyfr niż literackim szpadom. Przyjmuję jednak Pana zaproszenie do wyłożenia kart na stół, bo w tej dyskusji chodzi mi o coś znacznie ważniejszego niż erystyczne punkty: o przyszłość całego rynku książki.

Obawiam się jednak, że w Pana ostatnim tekście po raz kolejny pomylono pretensje do konkretnych domów wydawniczych z prawami ekonomii, które rządzą całym ekosystemem kultury.

Zarzuca Pan tradycyjnym wydawcom, że „porzucają backlisty” i podpisują niekorzystne umowy. Będę pierwszym, który przyzna Panu rację: polski rynek książki cierpi na patologie, niskie zaliczki i brak długofalowej troski o katalogi. Tylko czy remedium na błędy systemu ma być jego demontaż?

Doceniam i szanuję dotychczasowy dorobek Unii Literackiej. To, co Stowarzyszenie zrobiło dla uświadomienia autorom ich praw, wdrożenia standardów umownych czy walki o osłony socjalne dla twórców, jest nie do przecenienia. W wielu tych sprawach profesjonalni wydawcy i pisarze mówią zresztą jednym głosem.

Szkoda jednak, że w walce o uzdrowienie rynku Unia Literacka i środowiska autorskie tak rzadko decydują się na krok najbardziej konstruktywny: budowę systemowych mechanizmów certyfikacji, np. znaku „Rzetelny Wydawca”. Gdyby organizacje twórcze, we współpracy z branżą, premiowały i promowały oficyny przestrzegające dobrych praktyk, terminowych rozliczeń i uczciwych stawek, rynek zacząłby oczyszczać się sam. Uczciwi wydawcy – ponoszący ogromne koszty etycznej pracy – nie byliby wówczas wrzucani do jednego worka z patologiczną konkurencją. Zamiast tego wolą Państwo krytykować cały tradycyjny model wydawniczy en bloc.

Żąda Pan „listy imiennej” debiutantów sfinansowanych z zysków z bestsellerów. Księgowość nie stawia pieczątek na banknotach z jakiego tytułu pochodzą, ale ekonomia jest nieubłagana. W oficynie wydającej rocznie kilkadziesiąt tytułów, absolutna większość projektów wydawniczych – w tym niemal wszystkie debiuty, poezja, trudny esej czy specjalistyczna literatura naukowa – bilansuje się na zero lub przynosi bezpośrednią stratę. Rachunki za druk, korektę, redakcję, skład i dystrybucję tych deficytowych książek opłacane są z jednego źródła: z marży wygenerowanej przez nieliczne pozycje z czołówek list sprzedaży.

Ta „lista debiutantów”, o którą Pan pyta, to po prostu spis wszystkich książek, które ukazały się na rynku, mimo że z góry było wiadomo, iż nie zarobią na swoje utrzymanie. Spójrzmy chociażby na dorobek oficyn o profilu historycznym i popularnonaukowym, takich jak Bellona – przez lata to właśnie w tym modelu szanse na debiut i dotarcie do szerokiego odbiorcy dostawali młodzi adepci historii, badacze czy lokalni popularyzatorzy wiedzy. Bez stabilnego zaplecza i krzyżowego finansowania infrastruktury wydawniczej, dziesiątki takich niszowych, edukacyjnych projektów nigdy nie trafiłyby do księgarń. Gdyby wydawcy kierowali się czystym rachunkiem ciągnionym dla każdego tytułu osobno – tak jak proponuje model autorski – te książki po prostu by nie powstały.

Zbudowali Państwo markę własną pracą i talentem – co do tego nikt nie ma wątpliwości. Ale ta marka dojrzewała i docierała do czytelników poprzez infrastrukturę, promocję, sieć dystrybucji i ryzyko finansowe podejmowane przez lata przez tradycyjne oficyny.

Pora zatem na Pana „karty na stół”.

Skoro Spółka Autorska Heca ma być „pierwszym fairtrade’owym wydawnictwem nad Wisłą”, które udowodni, jak powinien działać sprawiedliwy rynek: czy Heca przeznaczy marżę z Pańskich wznowień na wydanie nieznanego debiutanta, którego książka przyniesie 15 tysięcy złotych straty? Czy wydadzą Państwo tomik poetycki bez przelicznika na natychmiastowy zwrot z inwestycji?

Jeśli tak – ze szczerego serca będę Państwu kibicować. Jeśli jednak Heca pozostanie wyłącznie ekskluzywnym klubem dla uznanych nazwisk obracającym gotowym kapitałem popularności, to prosimy nie mylić udanego przedsięwzięcia biznesowego z reformą rynku. Wolność gospodarcza jest Państwa niezbywalnym prawem. Ale odpowiedzialność za całość ekosystemu – w tym za tych, którzy dopiero stoją w kolejce do debiutu – wciąż spoczywa na tych wydawcach, których tak łatwo sprowadza Pan do roli „doicieli”. A oni do sprawnego systemu potrzebują także mocnych autorów i bestsellerowych tytułów.

Wydawanie książek to bowiem coś znacznie więcej niż sprawna dystrybucja gotowego produktu komercyjnego. To misja kulturotwórcza, stwarzanie przestrzeni dla dyskusji naukowej, promocja wiedzy i ciągłe ryzyko podejmowane po to, by głosy nieznane i trudne w ogóle mogły zostać usłyszane. Bez tej odpowiedzialności pozostanie nam jedynie sprawny handel – ale zniknie kultura.

Zbigniew Czerwiński
https://rynek-ksiazki.pl/aktualnosci/ka ... h-autorow/
Obrazek
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 20039
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

Re: Stan czytelnictwa w Polsce: o czytelnikach, autorach, tłumaczach, rynku wydawniczym, polityce cenowej i dystrybutora

Post: # 231715Post Hebius »

Jacek Dehnel na FB pisze:
Ostatni już raz piszę polemikę z panem Zbigniewem Czerwińskim, byłym szefem Bellony i Świata Książki, a obecnie prezesem Copyright Polska, który oburza się, że "dojne krowy" poszły na swoje. W ostatnim odcinku poprosiłem, żeby p. Czerwiński wyłożył karty na stół - w komentarzu możecie zobaczyć te dwie smutne dziewiątki zamiast karety asów czy pokera.

*

Szanowny Panie, tak się składa, nie jestem prezesem niczego, nie mam wypasionych nieruchomości i muszę się zajmować pisaniem książek, żeby się z tego utrzymywać, a za polemiki nikt mi nie płaci. Spróbuję zatem domknąć kilka wątków, zwłaszcza, że nadal Pan ignoruje kontrargumenty i po prostu powtarza swoje tezy, a tak się nie da dyskutować.
Po pierwsze: jakże słusznie Pan zauważył że Unia Literacka i środowisko autorskie mogłoby stworzyć system certyfikacji, który odróżniałby rzetelnych wydawców od nierzetelnych! Problem w tym, że zupełnie nie ma Pan pojęcia, o czym Pan pisze. Otóż w poprzednim tekście pokazałem Panu ten przykład palcem: nazywa się Konwencja Krakowska, każdy wydawca, który jest sygnatariuszem tego kodeksu dobrych praktyk, wynegocjowanego przez pisarzy, tłumaczy i wydawców, ma prawo posługiwać się Wydawniczym Znakiem Jakości. Ale tak się składa, że pod tym tego kodeksem (który w dużej części jest zresztą powtórzeniem obowiązującego w Polsce prawa, do czego dodano trochę zdroworozsądkowych zasad wzajemności i taktu) podpisały w całym kraju zaledwie 22 wydawnictwa. W tym żadne z wielkich.

Użala się Pan zatem, że nie robimy czegoś, co zrobiliśmy już dawno – i co Pan zignorował jako wydawca (nie podpisała Konwencji ani Bellona, ani Świat Książki). Co więcej, jest dla mnie niepojęte, że taką ignorancją wykazuje się prezes Copyright Polska, które przecież jest nominalnie stowarzyszeniem autorów i rozdysponowuje nasze PLRy, a niedługo ma się jeszcze zajmować grubymi milionami z uaktualnionej opłaty reprograficznej. Przecież to jest skandaliczna niewiedza na tym stanowisku, nie wstyd Panu, tak normalnie, po ludzku? Że pisze Pan „doceniam i szanuję dotychczasowy dorobek Unii Literackiej”, ba, wytłuszcza Pan to jeszcze, a nie ma Pan pojęcia o jednym z największych w ostatnich latach osiągnięć środowiska (w tym Unii) dla regulacji rynku książki?

Naprawdę: jeśli o tym wszystkim Pan nie wie, to nie musi się Pan wypowiadać, a tym bardziej nie musi Pan pouczać osób, które to wszystko wiedzą.

Po drugie: snuł Pan baśń o bestsellerowych autorach, którzy stwarzają nadwyżki finansowe wydawcom, a wydawcy z tego finansują niszową, cenną, ważną literaturę. I kiedy zawołałem „karty na stół”, okazało się – co było do przewidzenia – że nie ma Pan w kartach nic. Jak mówi poeta: w pokerze po takim rozdaniu / mówi się pas. Rzucił Pan coś ogólnikowo – ale nie umiał podać choćby jednego tytułu tych wybitnych, zauważonych, nagradzanych dzieł debiutantów, które wydała Bellona dzięki grubym hajsom zarabianym na „Mein Kampf”, pseudonaukowych szkodliwych bzdurach o Wielkiej Lechii i książkach typu „100 największych skandali seksualnych z udziałem spaniela Goeringa. Spowiedź psiego Rasputina.” Pisanie przez Pana w tym kontekście o „misji kulturotwórczej, stwarzaniu przestrzeni dla dyskusji naukowej, promocji wiedzy” jest skeczem kabaretowym.

Po trzecie: nie, nie wiem, czy Heca „przeznaczy marżę z moich wznowień na wydanie nieznanego debiutanta, którego książka przyniesie 15 tysięcy złotych straty”, bo nie uwłaszczyliśmy się na wojskowym majątku i nie mamy iluś tam budynków do finansowania takich przygód. Ale, prawdę mówiąc, wolałbym, żeby Heca przeznaczyła te marże na wydanie nieznanego debiutanta lub nieznanej debiutantki, których książka przyniesie 15 tysięcy złotych zysku. Będzie to wymagało nie hazardowego obstawiania dziesięciu książek kupionych za grosze, tylko namysłu, uważnej selekcji, literackiego nosa. Czy tak będzie, czy się uda? Nie wiem. Ale wiem, że dość jest w Polsce drukowanych kiepskich nowości.

Wreszcie pyta Pan, czy remedium na błędy rynku książki w Polsce ma być jego demontaż. Otóż, co do zasady: tak. System oparty na wykorzystywaniu słabszych przez silniejszych (autorów przez wydawców i wydawców przez dystrybutorów) musi zostać zastąpiony czymś zupełnie innym; nie ekscytuje nas „Wyzysk z ludzką twarzą” ani „Pańszczyzna – tak, wypaczenia – nie”. Jednak środkiem do tego powinna być ustawa o książce, powołanie Funduszu Literatury na wzór PISFu i inne działania legislacyjne.

Ani Zygmunt, ani ja, ani reszta autorów Hecy nie proponujemy demontażu, to Pan wjeżdża tu sam jeden na czterech koniach apokalipsy i wieszczy, że założenie przez czterech facetów małego wydawnictwa przyniesie zagładę. Przestraszył się Pan własnej bajki o Wielkim Wilku Hecy.

Tymczasem to maleńka firma, której ambicją jest wydawanie naszych książek, a nie – jak po raz kolejny usiłuje Pan nam wmawiać w brzuch – sanacja rynku książki w Polsce, ratowanie populacji białych niedźwiedzi albo wynalezienie leku na raka.

Natomiast, owszem, uważam, że w obliczu patologii tego rynku może się okazać, że jeśli Heca i podobne przedsięwzięcia odniosą sukces, to stopniowy odpływ autorów do własnych mikro-wydawnictw może zmienić oblicze rynku. Na lepsze. Ale nie to jest naszym celem. Celem Hecy jest wydawanie dobrych książek zgodnie z zasadami uczciwego podziału zysku i sprzedawanie ich czytelniczkom i czytelnikom.
https://www.facebook.com/jacek.dehnel/p ... %2CO%2CP-R
Obrazek
Awatar użytkownika
Hebius
Posty: 20039
Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
Lokalizacja: Kętrzyn

Re: Stan czytelnictwa w Polsce: o czytelnikach, autorach, tłumaczach, rynku wydawniczym, polityce cenowej i dystrybutora

Post: # 231867Post Hebius »

Rynek książki pisze:środa, 12 sierpnia 2026
Więcej pieniędzy za wypożyczenia biblioteczne
Za podział i wypłaty wynagrodzeń będzie odpowiadać Copyright Polska

Z 5 proc. do 10 proc. wartości zakupów materiałów bibliotecznych wrośnie kwota przeznaczona na wynagrodzenia dla autorów, tłumaczy i wydawców za publiczne wypożyczanie książek. Zmiana ma dostosować funkcjonowanie systemu tzw. Public Lending Right do aktualnych warunków ekonomicznych.

Rada Ministrów 11 sierpnia przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy o zmianie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy o grach hazardowych. Projekt ustawy został przedłożony przez Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Zmiany, które zwiększą pulę wynagrodzeń dla twórców i tłumaczy, nie wpłyną na czytelników – podkreśla resort kultury.

Środki na wypłatę wynagrodzeń nadal będą pochodzić z Funduszu Promocji Kultury.

Za podział i wypłaty wynagrodzeń będzie odpowiadać, tak jak dotychczas, Stowarzyszenie Autorów i Wydawców Copyright Polska, wyznaczone przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w drodze konkursu.

System Public Lending Right został wprowadzony do polskiego prawa w związku z obowiązkiem wynikającym z przepisów UE. Jego celem jest zapewnienie twórcom i innym uprawnionym wynagrodzenia z tytułu wypożyczeń bibliotecznych.

Obowiązujący limit 5 proc. został ustalony ponad 10 lat temu. W tym czasie zmieniły się warunki ekonomiczne, w tym koszty działalności twórczej i wydawniczej oraz sytuacja na rynku książki.

„Projektowane rozwiązanie odpowiada na postulaty środowiska literackiego oraz dostosowuje wynagrodzenia z tytułu wypożyczeni bibliotecznych do aktualnych uwarunkowań prawnych i ekonomicznych” – wskazano.
https://rynek-ksiazki.pl/aktualnosci/wi ... lioteczne/
Obrazek
ODPOWIEDZ