Właśnie byłem w kinie
Regulamin forum
Info: tematy możliwe do przeglądania przez gości forum, dostępne indeksowanie dla bootów typu Google.
Info: tematy możliwe do przeglądania przez gości forum, dostępne indeksowanie dla bootów typu Google.
- Achim
- Posty: 1625
- Rejestracja: 13-07-2019 19:29:55
- Lokalizacja: Wrocław
Re: Właśnie byłem w kinie
Festiwal 01.08
„ Karuzela“
Po prostu romansidło.
„ The Meltdown „
___________________________________________________________________________
Jest rok 1992, w hotelu w Andach podczas zgrupowania sportowego ginie nastoletnia niemiecka narciarka, ale całą historię poznajemy z perspektywy zafascynowanej nią dziewięcioletniej Ines, wnuczki właścicieli obiektu. I wszystko byłoby ok, bo perspektywa nadwrażliwej dziewczynki jest ciekawa, a piękne, poetyckie kadry są atutem tego filmu. Ale potem jest już gorzej, bo reżyserka Manuela Martelli gromadzi wątki i postaci, a potem gdzieś to się wszystko rozmywa, niczym w oryginalnym hiszpańskim tytule „ El Deshielo”. Obiecująca jest matka zaginionej Hanny i gra ją świetna Saskia Rosendahl, ale w tle dopisali jej karierę sportową w NRD, ucieczkę z niej itd. Podobnie postać trenera/ Jakub Gierszał/ i jego relacje z podopieczną, a w oddali wybrzmiewa jeszcze koniec reżimu Pinocheta, masowe ekshumacje ofiar, a przede wszystkim udział Chile w wystawie światowej w Sewilli. Generalnie nadmiar wątków, postaci, pomysłów, z których nic niestety nie wynika.
„ Sześć miesięcy w różowym i niebieskim budynku”
Jedno z moich objawień tegorocznego festiwalu: bardzo osobista, wyrastająca z osobistych doświadczeń reżysera Bruno Santamaría Razo, opowieść o dojrzewaniu jedenastoletniego chłopca w Meksyku wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Bruno dojrzewa do swojej homoerotycznej seksualności, do pasji artystycznych, w tle jest AIDS, niełatwa historia rodzinna. Reżyser nie ukrywa osobistego charakteru filmu, kieruje kamerę na rodziców i wreszcie na siebie. Jest to pewnie forma/auto/terapii, ale bardzo autentyczna i pewnie szczera. W pokoju dziecinnym chłopca zamalowano rysunki, ale przeszłość pozostaje, tkwi w bohaterach, o czym najmocniej mówi matka. W filmie pokazano też świetnie realia wczesnych lat dziewięćdziesiątych i budzenie się takiej dziecięcej jeszcze, choć może nastoletniej już seksualności. Zachwyca mnie również forma filmu, bo poza realistyczną opowieścią mamy tu i wstawki animowane i fragmenty dawnych nagrań i sceny z teatrzyku dziecięcego, ale w tym filmowym kolażu, czy raczej mozaice, wszystko się składa i pasuje.
Ten film uzmysłowił mi jeszcze coś : w katolickim Meksyku 35 lat temu w szkole podstawowej dzieci uczone są o chorobach wenerycznych, prezerwatywach, AIDS i jest to przeprowadzane w bardzo dostępnej dla nich formie filmu rysunkowego, be żadnych śmichów .
„ Karuzela“
Po prostu romansidło.
„ The Meltdown „
___________________________________________________________________________
Jest rok 1992, w hotelu w Andach podczas zgrupowania sportowego ginie nastoletnia niemiecka narciarka, ale całą historię poznajemy z perspektywy zafascynowanej nią dziewięcioletniej Ines, wnuczki właścicieli obiektu. I wszystko byłoby ok, bo perspektywa nadwrażliwej dziewczynki jest ciekawa, a piękne, poetyckie kadry są atutem tego filmu. Ale potem jest już gorzej, bo reżyserka Manuela Martelli gromadzi wątki i postaci, a potem gdzieś to się wszystko rozmywa, niczym w oryginalnym hiszpańskim tytule „ El Deshielo”. Obiecująca jest matka zaginionej Hanny i gra ją świetna Saskia Rosendahl, ale w tle dopisali jej karierę sportową w NRD, ucieczkę z niej itd. Podobnie postać trenera/ Jakub Gierszał/ i jego relacje z podopieczną, a w oddali wybrzmiewa jeszcze koniec reżimu Pinocheta, masowe ekshumacje ofiar, a przede wszystkim udział Chile w wystawie światowej w Sewilli. Generalnie nadmiar wątków, postaci, pomysłów, z których nic niestety nie wynika.
„ Sześć miesięcy w różowym i niebieskim budynku”
Jedno z moich objawień tegorocznego festiwalu: bardzo osobista, wyrastająca z osobistych doświadczeń reżysera Bruno Santamaría Razo, opowieść o dojrzewaniu jedenastoletniego chłopca w Meksyku wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Bruno dojrzewa do swojej homoerotycznej seksualności, do pasji artystycznych, w tle jest AIDS, niełatwa historia rodzinna. Reżyser nie ukrywa osobistego charakteru filmu, kieruje kamerę na rodziców i wreszcie na siebie. Jest to pewnie forma/auto/terapii, ale bardzo autentyczna i pewnie szczera. W pokoju dziecinnym chłopca zamalowano rysunki, ale przeszłość pozostaje, tkwi w bohaterach, o czym najmocniej mówi matka. W filmie pokazano też świetnie realia wczesnych lat dziewięćdziesiątych i budzenie się takiej dziecięcej jeszcze, choć może nastoletniej już seksualności. Zachwyca mnie również forma filmu, bo poza realistyczną opowieścią mamy tu i wstawki animowane i fragmenty dawnych nagrań i sceny z teatrzyku dziecięcego, ale w tym filmowym kolażu, czy raczej mozaice, wszystko się składa i pasuje.
Ten film uzmysłowił mi jeszcze coś : w katolickim Meksyku 35 lat temu w szkole podstawowej dzieci uczone są o chorobach wenerycznych, prezerwatywach, AIDS i jest to przeprowadzane w bardzo dostępnej dla nich formie filmu rysunkowego, be żadnych śmichów .
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
- Achim
- Posty: 1625
- Rejestracja: 13-07-2019 19:29:55
- Lokalizacja: Wrocław
Re: Właśnie byłem w kinie
Ostatni dzień festiwalu
„ Czarna kula „
Na koniec festiwalu film wybitny, który pozostanie w kinowej pamięci . Dzieło Javiera Calvo i Javiera Ambrossi to wielowątkowa, epicka opowieść. Zainspirowani niedokończonym dramatem Frederico Garcii Lorki „ Czarna kula” twórcy zrealizowali perfekcyjnie skonstruowaną opowieść o dojrzewaniu do uczucia, wierności sobie, walce o swoje prawa. Narracje są trzy : z lat trzydziestych, z czasów hiszpańskiej wojny domowej i współczesna. W każdej bohaterowie muszą zmierzyć się z fatum, przeznaczeniem, ale też podjąć decyzję, która pomoże im pozostać wiernymi sobie. Reżyserzy brawurowo łączą historię, przeplatając je partiami lirycznymi, poetyckimi czy muzycznymi. Swoje mistrzowskie partie mają też gwiazdy Penelope Cruz i Glenn Close. Ten film opowiada też o potędze literatury. Zaginiony rękopis Lorki staje się motywem przewodnim, jak u Bułhakowa „ rękopisy nie płoną”. Ocalały dzięki nieludzkim staraniom żołnierza Sebastiana/ fantastyczny debiut aktorki debiut muzyka Guitarricadelafuente/ trafi po latach do młodego twórcy, który będzie musiał podjąć decyzję, co z nim zrobić i zdać egzamin z dojrzałości.
„ Czarna kula” jest lirycznym hymnem o miłości, „ która nie wypowiada swojego imienia” i pięknie pokazuje emancypację społeczności queerowej . Od prześladowań w maczystowskiej Hiszpanii po współczesną wolność i niezależność. To piękny film o potędze uczucia, absolutnie wbrew wszystkiemu, i hołd złożony życiu i twórczości Frederico Garcii Lorki. Pozycja obowiązkowa.
„Lech Janerka – śpij, śpij inteligencie”
Lech Janerka jest moim absolutnym mistrzem, wychowałem się na Jego muzyce, śledzę od lat, jest fantastyczny koncertowo. Film Grzegorza Brzozowicza pokazuje twórczość Janerki, uchyla lekko drzwi do Jego życia prywatnego i rodzinnego i pokazuje bogaty kontekst społeczny Jego twórczości.
A sam Janerka ? Zarówno w filmie, jak i podczas spotkania, bardzo niezależny, osobny i intrygujący, jak jego muzyka i teksty.
„ Rose”
Reżyser Markus Schleinzer przypomina losy kobiet, które z rozmaitych powodów, podawały się za mężczyzn i przybierały męską tożsamość. Aby mieć władzę nad swoim życiem, niezależność. „ Spodnie to tylko kawałek tkaniny” jak mówi bohaterka, walcząca o samostanowienie. Punkt wyjścia jest prosty : na początku XVII wieku, podczas wojny trzydziestoletniej, tajemniczy żołnierz pojawia się w odosobnionej protestanckiej wiosce, podając się za spadkobiercę dawno opuszczonego dworu. Rose walczyła jako żołnierz, godząc się na przemoc w to wpisaną. Teraz chce spokoju, niezależności. „ Rose” jest mistrzowską rolą Sandry Hüller, która częściowo nieruchomą twarzą, oszczędną męską mimiką, tworzy poruszające studium walki o przetrwanie na swoich warunkach. Operator Gerald Kerkletz tworzy na ekranie czarno- biały świat, gdzie natura staje się pełnoprawnym uczestnikiem wydarzeń. Mocne kino, tworzące komentarz do współczesności.
„ Czarna kula „
Na koniec festiwalu film wybitny, który pozostanie w kinowej pamięci . Dzieło Javiera Calvo i Javiera Ambrossi to wielowątkowa, epicka opowieść. Zainspirowani niedokończonym dramatem Frederico Garcii Lorki „ Czarna kula” twórcy zrealizowali perfekcyjnie skonstruowaną opowieść o dojrzewaniu do uczucia, wierności sobie, walce o swoje prawa. Narracje są trzy : z lat trzydziestych, z czasów hiszpańskiej wojny domowej i współczesna. W każdej bohaterowie muszą zmierzyć się z fatum, przeznaczeniem, ale też podjąć decyzję, która pomoże im pozostać wiernymi sobie. Reżyserzy brawurowo łączą historię, przeplatając je partiami lirycznymi, poetyckimi czy muzycznymi. Swoje mistrzowskie partie mają też gwiazdy Penelope Cruz i Glenn Close. Ten film opowiada też o potędze literatury. Zaginiony rękopis Lorki staje się motywem przewodnim, jak u Bułhakowa „ rękopisy nie płoną”. Ocalały dzięki nieludzkim staraniom żołnierza Sebastiana/ fantastyczny debiut aktorki debiut muzyka Guitarricadelafuente/ trafi po latach do młodego twórcy, który będzie musiał podjąć decyzję, co z nim zrobić i zdać egzamin z dojrzałości.
„ Czarna kula” jest lirycznym hymnem o miłości, „ która nie wypowiada swojego imienia” i pięknie pokazuje emancypację społeczności queerowej . Od prześladowań w maczystowskiej Hiszpanii po współczesną wolność i niezależność. To piękny film o potędze uczucia, absolutnie wbrew wszystkiemu, i hołd złożony życiu i twórczości Frederico Garcii Lorki. Pozycja obowiązkowa.
„Lech Janerka – śpij, śpij inteligencie”
Lech Janerka jest moim absolutnym mistrzem, wychowałem się na Jego muzyce, śledzę od lat, jest fantastyczny koncertowo. Film Grzegorza Brzozowicza pokazuje twórczość Janerki, uchyla lekko drzwi do Jego życia prywatnego i rodzinnego i pokazuje bogaty kontekst społeczny Jego twórczości.
A sam Janerka ? Zarówno w filmie, jak i podczas spotkania, bardzo niezależny, osobny i intrygujący, jak jego muzyka i teksty.
„ Rose”
Reżyser Markus Schleinzer przypomina losy kobiet, które z rozmaitych powodów, podawały się za mężczyzn i przybierały męską tożsamość. Aby mieć władzę nad swoim życiem, niezależność. „ Spodnie to tylko kawałek tkaniny” jak mówi bohaterka, walcząca o samostanowienie. Punkt wyjścia jest prosty : na początku XVII wieku, podczas wojny trzydziestoletniej, tajemniczy żołnierz pojawia się w odosobnionej protestanckiej wiosce, podając się za spadkobiercę dawno opuszczonego dworu. Rose walczyła jako żołnierz, godząc się na przemoc w to wpisaną. Teraz chce spokoju, niezależności. „ Rose” jest mistrzowską rolą Sandry Hüller, która częściowo nieruchomą twarzą, oszczędną męską mimiką, tworzy poruszające studium walki o przetrwanie na swoich warunkach. Operator Gerald Kerkletz tworzy na ekranie czarno- biały świat, gdzie natura staje się pełnoprawnym uczestnikiem wydarzeń. Mocne kino, tworzące komentarz do współczesności.
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
- Achim
- Posty: 1625
- Rejestracja: 13-07-2019 19:29:55
- Lokalizacja: Wrocław
Re: Właśnie byłem w kinie
"serce pedała to ocean tajemnic"- zapomniałem o tym cudnym cytacie z " Czarnej kuli"
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
- marcin
- Posty: 18272
- Rejestracja: 25-07-2018 22:48:12
- Lokalizacja: PL
Re: Właśnie byłem w kinie
Niczym z harlequinow, ja to znałem w wersji "serce kobiety" 
Jutro będzie nowy, długi dzień. Twój własny, od początku do końca. To przecież bardzo przyjemna myśl.
(Tove Jansson, "Tatuś Muminka i morze")
(Tove Jansson, "Tatuś Muminka i morze")
- Hebius
- Posty: 20039
- Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
- Lokalizacja: Kętrzyn
Re: Właśnie byłem w kinie
Cytat z Titanica (1997) Jamesa Camerona
https://www.youtube.com/watch?v=rL-Fj7Fq5dw
https://www.youtube.com/watch?v=rL-Fj7Fq5dw

- Pedał_w_szlafroku
- Posty: 363
- Rejestracja: 17-11-2025 10:22:02
- Lokalizacja: Foyer
Re: Właśnie byłem w kinie
Odyseja Nolana…
Wybrałem IMAX, bo taki obraz zasługuje na to, by obejrzeć go na gigantycznym ekranie. Czy był tego warty? O tym za chwilę.
Miejmy za sobą starcie z największym zarzutem prawicowych głupków, którzy nawet filmu nie widzieli. To coś, co czyni obraz „politycznie poprawną tandetą”. Otóż „czarna” Helena Trojańska (w tej roli Lupita Nyong'o) jest postacią pojawiającą się na kilkanaście sekund, może minutę (na 3 godziny filmu!) bez większego uzasadnienia, mogłoby jej nie być, tworzy zaledwie epizod. I cóż że jest „czarna”? Dziwne, że tym samym prawakom nie przeszkadza, że najbardziej znany Żyd, Jezus Chrystus, nigdzie nie jest przedstawiany z semickimi rysami twarzy, tylko jako długowłosy greckiej urody bóg Apollo. Dodałbym jeszcze, że kłótnia o „historyczny wygląd” postaci najzupełniej fikcyjnej, wymyślonej, jest czymś groteskowym. Jest jeszcze zarzut o transseksualnego Sinona (Elliot Page) – cóż, że to postać trans i grana przez aktora trans zdołałem dowiedzieć się z czytania prawicowych bredni po seansie. Sam owej transowości postaci czy aktora nie zauważyłem (nawet gdyby, nie byłoby w tym niczego nagannego). Ale tym, którzy nie widzieli filmu w ogóle, bardzo to przeszkadza. To tyle głupstw rozsiewanych o filmie.
Gdyby chcieć już poważnie ten film atakować, można doczepić się czegoś innego. Nawet nie Nolanowskiej konkretyzacji, bo każdy inaczej sobie wyobraża mitologiczny świat. Wygląd Cyklopów, Lajstrygonów czy Kirke może się podobać lub nie. Nolan pokazał swoją propozycję. Jeśli coś mnie uwiera, to wszelkie zbroje, które wyglądają jakby były dopiero wyjęte ze sklepu z galanterią dla rycerzy. Ale i oto przecież nie chodzi w tej historii.
No to po co ta Odyseja? Pewnie po to, żeby przeżyć tę drogę powrotną, z dziurami, niedopowiedzeniami, przygodami. Żeby jeszcze raz przypomnieć sobie, co to wierność. Żeby zanurzyć się w świat archetypów, który nas ukształtował i nie przestaje nam towarzyszyć. Czy warto poświęcić trzy godziny? Warto. Żaden film nie jest w stanie dokonać idealnej ekranizacji dzieła literackiego tej klasy. Ale ten robi to całkiem dobrze (nie byle kto, wybitny znawca historii starożytnej Grecji, prof. Marek Węcowski, autor właśnie wydanej sporej monografii Homer na nasze czasy, twierdzi, że to bardzo wierna Homerowi ekranizacja). I do tego fantastyczne są te przeskoki od scen batalistycznych, przygodowych, łotrzykowskich do sytuacji intymnych. Scena, w której Telemach orientuje się, że rozmawia ze swoim ojcem Odyseuszem, a nie bezdomnym, jest tak mocna, że już dla niej warto ten film zobaczyć. No i przy okazji, nigdy nie sądziłem, że Matt Damon zagra coś, co mnie zachwyci. Jest bardzo dobrym Odyseuszem, choć zapewne jednym z wielu możliwych.
I jeszcze trójka wybitnych aktorów: Anne Hathaway (Penelopa), Tom Holland (Telemach) i John Leguizamo (Eumajos).
Wybrałem IMAX, bo taki obraz zasługuje na to, by obejrzeć go na gigantycznym ekranie. Czy był tego warty? O tym za chwilę.
Miejmy za sobą starcie z największym zarzutem prawicowych głupków, którzy nawet filmu nie widzieli. To coś, co czyni obraz „politycznie poprawną tandetą”. Otóż „czarna” Helena Trojańska (w tej roli Lupita Nyong'o) jest postacią pojawiającą się na kilkanaście sekund, może minutę (na 3 godziny filmu!) bez większego uzasadnienia, mogłoby jej nie być, tworzy zaledwie epizod. I cóż że jest „czarna”? Dziwne, że tym samym prawakom nie przeszkadza, że najbardziej znany Żyd, Jezus Chrystus, nigdzie nie jest przedstawiany z semickimi rysami twarzy, tylko jako długowłosy greckiej urody bóg Apollo. Dodałbym jeszcze, że kłótnia o „historyczny wygląd” postaci najzupełniej fikcyjnej, wymyślonej, jest czymś groteskowym. Jest jeszcze zarzut o transseksualnego Sinona (Elliot Page) – cóż, że to postać trans i grana przez aktora trans zdołałem dowiedzieć się z czytania prawicowych bredni po seansie. Sam owej transowości postaci czy aktora nie zauważyłem (nawet gdyby, nie byłoby w tym niczego nagannego). Ale tym, którzy nie widzieli filmu w ogóle, bardzo to przeszkadza. To tyle głupstw rozsiewanych o filmie.
Gdyby chcieć już poważnie ten film atakować, można doczepić się czegoś innego. Nawet nie Nolanowskiej konkretyzacji, bo każdy inaczej sobie wyobraża mitologiczny świat. Wygląd Cyklopów, Lajstrygonów czy Kirke może się podobać lub nie. Nolan pokazał swoją propozycję. Jeśli coś mnie uwiera, to wszelkie zbroje, które wyglądają jakby były dopiero wyjęte ze sklepu z galanterią dla rycerzy. Ale i oto przecież nie chodzi w tej historii.
No to po co ta Odyseja? Pewnie po to, żeby przeżyć tę drogę powrotną, z dziurami, niedopowiedzeniami, przygodami. Żeby jeszcze raz przypomnieć sobie, co to wierność. Żeby zanurzyć się w świat archetypów, który nas ukształtował i nie przestaje nam towarzyszyć. Czy warto poświęcić trzy godziny? Warto. Żaden film nie jest w stanie dokonać idealnej ekranizacji dzieła literackiego tej klasy. Ale ten robi to całkiem dobrze (nie byle kto, wybitny znawca historii starożytnej Grecji, prof. Marek Węcowski, autor właśnie wydanej sporej monografii Homer na nasze czasy, twierdzi, że to bardzo wierna Homerowi ekranizacja). I do tego fantastyczne są te przeskoki od scen batalistycznych, przygodowych, łotrzykowskich do sytuacji intymnych. Scena, w której Telemach orientuje się, że rozmawia ze swoim ojcem Odyseuszem, a nie bezdomnym, jest tak mocna, że już dla niej warto ten film zobaczyć. No i przy okazji, nigdy nie sądziłem, że Matt Damon zagra coś, co mnie zachwyci. Jest bardzo dobrym Odyseuszem, choć zapewne jednym z wielu możliwych.
I jeszcze trójka wybitnych aktorów: Anne Hathaway (Penelopa), Tom Holland (Telemach) i John Leguizamo (Eumajos).
- mike
- Posty: 12132
- Rejestracja: 26-05-2019 23:22:28
- Lokalizacja: outer space
Re: Właśnie byłem w kinie
Biedny "prawicowy głupek" Raczek https://www.youtube.com/watch?v=ovXeaVWf9jA&t=1290s (21:30) 
- Pedał_w_szlafroku
- Posty: 363
- Rejestracja: 17-11-2025 10:22:02
- Lokalizacja: Foyer
Re: Właśnie byłem w kinie
Ja nie bronię tego, że ona ma być czarna i że to świetny pomysł, który coś temu filmowi daje. Ja tylko odnoszę się do tych skretyniałych prawaków, którzy nawet NIE WIDZIELI tego filmu, a owa czarna aktorka jest dla nich dostatecznym powodem, by film zmieszać z błotem. Jeszcze raz się powtórzę, ona jest na ekranie max minutę i nie ma w zasadzie żadnego uzasadnienia. Gdyby ją wyciąć, nikt by nie zauważył. Ale dla debili okazuje się, że to najważniejsza rola w filmie.
- mike
- Posty: 12132
- Rejestracja: 26-05-2019 23:22:28
- Lokalizacja: outer space
Re: Właśnie byłem w kinie
Raczek skrtykował też inne elementy poprawności politycznej Odysei, która jest faktem wciskane są na siłę pewne rzeczy, żeby wysokobudżetowy film się zwrócił i miał szansę walczyć o nagrody w lewackim Hollywood. Np kwestia feminizmu Penelopy, która stwierdza że wogóle nie musi mieć króla, bo sama może rządzić.
Wszelkiej maści -foby oceniają z góry na nie nawet bez oglądania, zjawisko bardzo dobrze nam znane na filmwebowym forum lgbtowych ilmów i seriali. Tzw review bombing, żeby hejtiwać i na maxa sztucznie zaniżyć średnią ocen. Amazonowy IMDB ma algorytmy z tym walczące, polski Filmweb nie. W każdym razie zjawisko trolli nie zmienia faktu, że obecnie coraz więcej produkcji jest skrzywionych poprawnością polityczną, a te z wysokim budżetem to już obowiązkowo. Stoi nad reżyserem typ, który narzuca różnorodność, wciska kolorowych, wciska wątki homo (traktowane najczęściej po macoszemu i ze złym efektem), wciska feminizm. Zuoełnie jak asystentka Mirandy z drugiej części Devil Wears Prada, która pilnowała, żeby się gryzła w język.
Wszelkiej maści -foby oceniają z góry na nie nawet bez oglądania, zjawisko bardzo dobrze nam znane na filmwebowym forum lgbtowych ilmów i seriali. Tzw review bombing, żeby hejtiwać i na maxa sztucznie zaniżyć średnią ocen. Amazonowy IMDB ma algorytmy z tym walczące, polski Filmweb nie. W każdym razie zjawisko trolli nie zmienia faktu, że obecnie coraz więcej produkcji jest skrzywionych poprawnością polityczną, a te z wysokim budżetem to już obowiązkowo. Stoi nad reżyserem typ, który narzuca różnorodność, wciska kolorowych, wciska wątki homo (traktowane najczęściej po macoszemu i ze złym efektem), wciska feminizm. Zuoełnie jak asystentka Mirandy z drugiej części Devil Wears Prada, która pilnowała, żeby się gryzła w język.